Korczak Krzysztof-KORCZAKIADA 2

Strona główna
str.2
str.3
str.4
str.5
str.6
str.7
str.8

Zapraszam do przeczytania drugiej czesci Korczakiady.Jest to wybór wierszy nigdzie nie publikowanych poza tym portalem.Zalozylem go dzisiaj tzn.28.12.2005r.
xxxxxxxxx
Welcome to Korczakiada 2.There is a portal of my poems what never been bublished outside this portal.I estate it on 28.12.2005r.
xxxxxxxxxxx

Co chwilę jest koniec świata
co moment jakiś ból
wczoraj tramwaj na Piastów
przecięł dziecko na pół

Bez przerwy jest koniec świata
i nie dbam że przyjdzie po mnie
dzisiaj w kuble na śmieci
ktoś znalazł martwe niemowlę

babcia straciła dziadka
i zginął ktoś z Alkaidy
Natchnione księgi milczę
jakby to było na niby

Nie dbam o Armagedon
i ilu będzie Papieży
co chwilę jest koniec świata
nawet jeśli nie wierzysz

xxxxxxxx
POKÓJ Z WIDOKIEM NA OBRAZ

Czarna łąka czarne cienie
czarna trawa,czarne drżenie
czarne wiatry w czarnych cieniach
czarna,czarna,czarna ziemia

czarne myśli w czarnej głowie
czarne słowa w czarnej mowie
czarne oczy czarne brwi
czarny dom i czarne drzwi

czarne meble w czarnym domu
czarne sciany bez koloru
czarne ramy czarne lustra
czarny stół i czarne gusła

Carny kilim jak ikona
czarna świeca wypalona
czarne światło i płomienie
czarne w czarnym wciąż sie dzieje

a na ścianie w czarnej ramie
obraz który ktoś poplamił
żółtym,białym i zielonym
i on tylko jest widomy

w czarnej ramie jak neony
śmieja z czerni sie kolory
z czarnych czasów w czarne pory
śmieją,śmieją się kolory!

LONDYN 29.06.05
XXXXXX
Opustoszalych godzin wiele
struchlalych cisza
zegary myla sie w niedziele
nie maja duszy
-nic nie slysza

Ksiazka,gazeta puszka piwa
dowody pietrza sie na stole
ale wciaz godzin nie ubywa
ale wciaz pustka robi swoje

Czas chyba przysnal gdzies na lawce
gdy kolorami sie zaproszyl
bo podziwjajac dzielo wlasne
mozna utracic kawal duszy

Na parapecie przysiadl wlasnie
listek i krzyknal

-Patrz jak gasne!

A dzisiaj zimno jest na dworze
wiatr chce sie wedrzec przez szczeliny
i wtargnac w cieple me bambosze
aby sie ogrzac odrobine
Lecz zaproszenia nie otrzyma
niech tam truchleje sobie z zimna

Ciagle 12-sta na zegarze
i bylo tak przed dwunastoma
puszka od piwa ktoras z rzedu
dowody pietrza sie dokola

Wa-wa 06.10.02
xxxx

Mały chaos wśród rzeczy małych
przedmioty z półek mi pospadały
leżą na stole i na podłodze
potykam o nie się kiedy chodzę
nie mogę zmusić sie i posprzątać
bezładnie tylko wokół sie krzątam
na Mickiewiczu leży Witkacy
a obok w rogu chyba Horacy
pomiędzy nimi skórka banana
bezwstydnie leży tutaj od rana
klika zeszytów i puszka piwa
może bym podniósł lecz pusta chyba
Jakaś zakrętka,długopis zszywka
-czemu w tej puszce nie ma już piwka?

Mały chaos wśród małych myśli
i myśli także zebrać nie mogę
chyba upadły gdzies na podłogę...

Londyn 13.04.05
xxxxx

xxxxx
Nie ma pogody i to w maju
tuła sie bez swobody
wiersz wypędzony z kraju

deszcz pada liście moczy
w gałęziach bujają się wrony
ikony wycięte z nocy

nie ma pogody i to w maju!
tuła sie bez swobody
wiersz wypędzony z kraju

Londyn 13.05.05
xxxxx
Na szklance mleka
na którą właściwie już nikt nie czeka
widnieje kotek z ogonkiem
uniesionym lekko
jakby zlizywał ze szklanki mleko
a mleko się zsiadło od zasiedzenia
ktoś wyszedł, zostawił ,nie wypił
ktos kogo już nie ma?

Londyn 17.02.05
xxxxxx
Płoną chmury
może płoną na rozpacz
żeby niebo rozpuścić
rozpostrzeć na wrzosach
by światłem błyskawic
złoić stary dąb
poprawiać a nie naprawić

Płoną chmury
chyba płona na rozpacz

Londyn styczeń 05
xxxxx
Na niebieskiej szybie
ktoś namałował słońce
a u rogu
kilka kumulusów
i oparł o koronę drzewa
które zzieleniało z zazdrości
że moge to wszystko opisać!

Londyn 10.07.05
xxxxx
Drzewa runęły na mnie
drzewa runęły z wysoka
twarz osłoniwszy niezdarnie
wsparłem wzrok na obłokach

Gałęzie przykryły me ręce
liście przykryły me nogi
wicher się śmiał na zakrecie
piaszczystej polnej drogi

leżałem prawie bez ruchu
lezałem niemal bez tchnienia
wichura nawiała duchów
które ukryły sie w cieniach

samotność znalazłem pod drzwem
moj oddech cicho sie krzątał
i drzewo stało sie niebem
które wiatr z nieba wyplątał

i całkiem juz nie pamiętam
kiedy umarłem naprawdę
czy było to rzeczywiste
czy tylko wirtualne

Londyn 16.08.05
xxxx
Czarne kominy nad miastem
korony domów
ziemia oddycha
odpycha resztkami powiewów
szumiący popłoch kolorów

teraz tańczą wolne
od pragnienia i głodu
wirują swobodnie
jakby mimochodem
daleko od domów
czarne kominy milczą
czekają na swoją chwile
liście wirują,wirują
czas nie dba o godzinę

Londyn 05
xxxxxx
Gwiazdy spadają
bardzo srebrnie
iskrzy sie niebo
bezdennie

bardzo mokre te gwiazdy po policzkach
a ja jestem taki niezdarny
i usta mi drżą na brzegu kileliszka

spadają gwiazdy
na ziemię
a ziemia się nie roziskrza
małe smuteczki same dla siebie
z takiego bliska...

Londyn 05
xxxxxxx
Wezmy na przykład gołębia
zawsze był na krakowskim rynku
przechadzał się i dziobał
co się trafiło
czy za króla Zygmunta
kiedy sukiennice tetniły żackim życiem
czy za czasów kiedy
czarne swastyki powiewały
na murach Wawelu
czy też teraz
Gołąb był zawsze taki sam
i pewnie nigdy nie zanotował różnicy
miedzy dobrem a złem
dla gołębia historia nie istnieje
Ignorant!
a jednak bez niego
krakowski rynek
nie byłby taki malowniczy

Londyn 31.08.05
xxxx

Na brzegu pucharu
osiadły rubiny
i nie wiem
czy to jest rozlana krew
twej pomadki
czy poprostu mżawka tego wina
które zakrwiło sie na dnie

Londyn 12.11.05
xxxx
Myślałem że mnie kochasz
a to róż
rozmazał sie na Twych pląsach
a pomadka na ustach
kolory ,które nie więcej kryją
niż tusz na rzęsach
i sercu nie musisz mówić
że ma przestać
...bo nigdy nie biło

Szczecin10.01.04
xxxx
Ku miejscom ciemnym wołam żeby milkły
i żeby ciche ujęły się za mną
ku czystym zródłom zebym mógł zapragnąć
Tamtej pogody dawno nie pamiętam
tamtej ochłody nie pamiętam wcale
nieopodal żródła wyrósł nowy cmentarz

W samym jądrze mroku
milczysz kiedy spokój
gaśnie
w samym środku piekła
liczysz krótkie święta

...cmentarz rośnie dalej

Szczecin 21.04.98
xxxxxxx
...że chciałem dać ci na przywitanie
tyle jesieni brunatno-złotej
że zapragnąłem twych oczu brzaskiem
przyświecać sobie w dni dżdżysto słotne

że w aksamicie twego dotyku
choćby przez chwilę poczułem życie

że krew poczułem jak się rozgrzewa
i szybciej kraży
że tak pędziłem ażeby zdążyć!

...i że nie chciałem
o wiele więcej
niżby dał smagły promień słoneczny
ciepło dotyku czuć w swojej ręce
jakby wiosenny ranek serdeczny

Szczecin 13.11.99
xxxxxx
Niemalże niebo schodzi i płacze
kiedy się chlodzisz przez deszczobranie
i brawurowy widnokrąg łapiesz
przez roziskrzone kropelki
-płaczesz?
Niemalże wtedy przestrzeń się korzy
by potem zgęstnieć pod twoje stopy
ciszą narasta
-poraża dotyk!
nic nie darować
niczego nie móc
w obliczu które nie chce sie przemóc
i w roztańczonych alejach ożyc
bardziej niż słowo tworzyć

rzeczy przemina,zmienią sie twarze...

lecz życzę tobie o wiele więcej
niż mogą znaczyć słowa
uczuć
za które nikt nie jest wdzięczny
miłosci
której nikt nie dochowa

Szczecin 25.03.95
xxxxxxxxxxx
Wiersz białoczerwony

Było słonko
ale zaszło
był księżyc
ale zbiegł
nawet stary modrzew
rósł na przekór i wbrew
był świat

a jakby go nie było

-czy tak sie odpłaca za miłość?

SZCZECIN 1998r.
xxxxx
Człowiek się boi
że odejdzie na zawsze
niechcąco się oddali
jak wielu
patrzy w niebo
i lęka się

...szybują latawce z papieru

szczecin 2000
xxxxxx
W srebrnym potoku
góry chłodzą stopy
rozpryskują się mokre tęcze
o skalny motyw
tu towarzystwo szczytów
rozsiadło sie długim łańcuchem
jakby wyjęte z błękitu
pieczętowane bezruchem
Do srebrnego potoku
przyfrunęły deszcze
wąwóz nagle zakipiał
piana i sinym powietrzem
słyszałem jak szumi i pluszcze
w rytm własnego tekstu
a była w tej zawierusze
ma postać wyrwana z kontekstu
...potok ode mnie uciekał
lecz zbiec nie dał rady
az wpadał szeroką deltą
do oceanu zagłady

Szczecin 1999
xxxxxxx